"Rozpocząłem
edukację w 5 klasie, Kazik polubił czwartą.
Wybudowano na Słuzewcu drugą podstawówkę i przeniesiono do niej
wszystkich mieszkanców wyścigów. Na czas jakiś moje drogi z kolegami z wyścigów
musiały się rozejść.
Byąy
wybory do samorzadu klasowego, a ja zostałem skarbnikiem. Był wrzesień,
zbieraliśmy na przyszłoroczną wycieczkę całej klasy do Torunia. Miałem już
trochę w kasie; pieniądze zbierałem do foliowej torebki, przewiązując ją
recepturką, ale trwał również sezon wyścigowy. Zasiliłem się nieco z pieniędzy
na wycieczkę i udałem się na tor, pełen szczęścia i nadziei.
Obstawiałem
bez powodzenia, kasa topniała, byłem przerażony! Nie pomagała moja wiedza
nabyta w stajni... W tym dniu nic nie trafiłem, wróciłem do domu i zrobłem
bilans kasy szkolnej. Byłem przerażony, całą noc nie spalem, ale o poranku
wstąpił we mnie nowy duch wojownika i postanowiłem się odegrać. Wziąłem
pozostałe pieniądze i jak sęp szukałem pewnego wyścigu. Był taki wyścig arabów,
jakaś nagroda, dystans 2600m i niezawodna para: Elfur i Kredyt. Fajnie brzmiało
to dla człowieka, który go zasięgnał z pieniędzy klasowych! Na padoku konie
prezentowały się pięknie.
Serce
waliło mi jak młot - dziś wiem, że przy takich stanach z zasady trafiam. Pieniądze
szkolne kisiłem w torebce foliowej, dylematem bylo tylko za ile zagrać, żeby
kasa doszła do pierwotnego stanu. Analizując grę i wcześniejszą przegraną
wychodziło, że wszystko to szło na 2 do 1. Postawiłem za wszystk, myslałem że
narobię w spodnie ze strachu, przecież ojciec będzie lał syna nie za to że przegrał,
tylko za to, że chciał się odegrać... Konie ruszyły a ja byłem blady ze strachu, myslałem wtedy,
ryby albo akwarium!
Konie
wyszły na prostą, Kredyt prowadził, Elfur daleko z tyłu! Zrobiło mi się goąaco,
wrzeszczaęem jak opetany, Kredyt bronił się dzielnie a Elfur włączal
przerzutką, ale był daleko. Dystansu błyskawicznie mu ubywało, liczył rywali,
zblizał się do Kredyta, ale go nie siegnął! Kamien spadł mi z serca, powietrze
zeszło, porządek był w dwie strony, wiłc trafilem, odegrałem pieniądze szkolne
ale dostałem ostrzeżenie. Postanowiłem więcej nie stosować takich praktyk
nadmienie, jako że był to chyba jedyny wyścig, w którym Kredyt ograł Elfura.
W
poniedziałek w szkole ogłosiłem swoją dymisję z piastowanego stanowiska. Było
mi lżej, zeszło ze mnie po raz kolejny powietrze.
Muszę
teraz wspomnieć o koniach, które zastałem w stajni u Zenka, był to materiał
bardzo przeciętny, gwiazdą byla Iwa od Istebnej, bardzo dobra iwniańska linia,
był Smrek, Imiesław, Milosław - kasztan bez talentu do biegania, Carina,
Sawina, później Modrzew od Mai, i oczywiście Chandzar, który szykowany był do
sportu. Iwa ścigała się z czołówką, trzyletnia klacz bez większego pochodzenia.
Jednym słowem przeciętna stawka, arabów w stajniach folblucich wtedy nie było.
Zblizała
się era „tuńczykow”, koni po ogierze, który zaczynał karierę stadną w Iwnie. Tuny
- tak brzmiała pełna jego nazwa. Czołowe
klacze matki w Iwnie, które dały początek świetnej hodowli to wspomniana
Istebna, Sulima, Barnica, Idumea, które miały w przyszłości dać początek
karierze kilku znakomitym koniom."
(Waldi)
"Podczas
odbywania tej zastępczej służby wojskowej, przeprowadziłem się z żoną do jej
rodziców na Bródno, co wiązało się z koszmarnymi dojazdami w tą i z powrotem,
do pracy na Służewcu. Na same dojazdy dziennie traciłem 5 godzin, plus 8 godzin
pracy w stajni i praktycznie nie było czasu na nic. Mieszkanie na wyścigach, a
właściwie pokój z malutką ciemną kuchnią i taką samą łazieneczką dostałem
dopiero w drugiej połowie 1987 roku, a do tego czasu znajomy pomagał nam
znaleźć pustostany w samym centrum. Nie było to też super wyjście, bo czasami
trzeba było na gwałt opuszczać jeden i przenosić się do drugiego, ale to lepsze
niż dojeżdżać z Bródna.
Jazda
zaczęła mi iść trochę lepiej i trener zaczął mi dawać szansę w wyścigach
uczniowsko- amatorskich, to były troszkę inne wyścigi niż obecnie, bo nie mógł
w nich brać udziału nikt, kto wygrał już 10 wyścigów. W 1985 roku przejechalem
12 takich wyścigów, wygrać jeszcze nic mi się nie udało, byłem za to trzy razy
drugi. Gdy zacząłem jeździć to różne osoby zaczęły robić do mnie podchody, proponując
dodatkowy zarobek. W taki oto sposób poznałem słynnego "Pershinga",
choć wtedy nie wiedziałem, kto to jest. On też chyba wtedy nie był tak wysoko w
hierarchii mafijnej.
Ktoś
umówi mnie z nim na Wyczółkach (uliczka na tyłach Wyścigów, przyp.A.S.), czekał
na mnie w żółtym fiacie 125p. Chciał, abym w wyścigu nie wjechał do porządku,
czyli nie był na pierwszych dwóch miejscach. Nie proponował mi za to gotówki, a
taka zwykła stawka wtedy to było 200 dolarow, które też było wtedy dużo
bardziej warte, niż obecnie. Można było spokojnie za nie przeżyc miesiąc czasu.
Maluch kosztował wtedy o ile się nie mylę, 1650 dolarów.
Powiedział,
że zagra ten wyścig i później da mi procent od wygranej. Niestety później
powiedział, że jednak wyścigu nie trafił i nic nie dostanę. Z innych źródeł
dowiedziałem się jednak (od "Galy", jego człowieka, z którym
wcześniej trochę cinkciowałem pod Pewexem w Alejach Jerozolimskich) że wyścig
trafili, i od tego czasu Pershing był u mnie spalony, to znaczy nie chciałem
wchodzić z nim w kombinacje, co miało swoje plusy, bo wiedzieli że będę na siłę
pchał się do przodu i wtedy gdy mój koń pasował, to grali do mnie.
Miałem
jeszcze z Pershingiem wątpilwą przyjemność, ale o tym trochę później.
Przyszedł
rok 1986 no i wreszcie coś drgnęło. Pierwszy wyścig na samym początku sezonu
posadził mnie z dżokejami trener
Baniewicz. Miałem pojechac na starym 11-letnim Zagonie, który pomimo swojego
wieku biegał bardzo dobrze, każdego roku wygrywając co najmniej dwa wyścigi.
Cieszyłem
się, że znów pojadę z dżokejami. Tym razem wynik był przyzwoity, bo zająłem
czwarte miejsce. No i przyszedł przełom, w wyścigu uczniowskim miałem dosiąść
gniadej, malutkiej (150cm), ale mocno zbudowanej Galeny (Czerkies-Garonna).
Niestety już z maszyny została mi 7-8 dlugości za końmi, dobrze, że nie
straciłem głowy, tylko powolutku, nie
spiesząc się, odrabiałem stracony dystans, powrót (wyjście na prostą z zakrętu,
przyp.A.S.) przejechałem malym kołem, a po wyjściu na prostą odbiłem na pole.
No i udało się, w samym celowniku o krótki łeb ograłem Marka Bąka na Torhaku.
Następny
wyścig też wygrałem, chyba na arabie Creatorze i chyba wreszcie uwierzyłem w
swoje możliwosci (bo do tej pory mówiono, że jestem o łeb lepszy od Blekoty
czyli Darka Żółkowskiego, ktory raczej byl antytalentem) i poszedłem za ciosem,
wygrywając dla trenera Sałagaja wyścig na arabie Wiarusie. Początek roku miałem
wiec rewelacyjny, wygrałem 3 wyścigi na 4, które jechałem.
Żeby nie
było tak słodko, to trochę poprztykałem się z niektórymi osobami z mojej
stajni, które twierdziły, że sprzedałem wyścig (wziąłęm pieniądze od mafii za
niedołożenie starań, przyp.A.S.) na Chrisie, półbracie derbisty Chrystona. Chris
był jednak kaleką, nie miał rozbudowanych mięśni z jednej strony zadu, i przez
to biegał dużo gorzej niż brat. W wyścigu tym niósł dużą wage 62 kg, a
przeciwnicy, którzy go ograli dość wyraźnie, mieli tylko po 51-52kg. Tor był
wręcz błotnisty, co przy takiej różnicy wagi ma duże znaczenie. Bylem trzeci,
straciłem 6 długości (długość konia, przyp.A.S.) do zwyciezcy i 3 dlugości do
konia, który zajął 2 miejsce, i nic nie byłem w stanie więcej osiągnać. Te
osoby, które robily mi z tego powodu wymówki, pewnie przegrały na nim parę
złotych i dlatego starali się mi dopiec.
Atmosfera
robiła się dość nieprzyjemna, ale na szczęście dostałem wtedy propozycję
przejścia do trenera Sałagaja, z której od razu skorzystałem."
(Tomek)
![]() |
Derby 1969, tr.St.Molenda, dż.J.Jednaszewski i og.Kadyks (Taurów-Kwadryga) |
![]() | |||
Derby arabskie 1970, dż.St.Sałagaj i og.Elfur |
![]() | |
Wielka Warszawska 1974 |
ciąg dalszy nastąpi...
No, no robi się z tego prawdziwy kryminał. Ogromnie mnie ciekawią kulisy związane z mafią wyścigową. Zdaję sobie sprawę, że nie o wszystkim można publicznie pisać, niemniej jednak, czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy.
ReplyDeleteTomek był jednym z niewielu, którzy nie chcieli brać i "jeździli do przodu". Ja później opiszę dwie historyjki, które pamiętam, a które z "miastem" związane są bezpośrednio.
Delete