Okazało się, że seria emigracyjna swą popularnością przerosła moje najśmielsze oczekiwania - ot, tylko chciałam uzmysłowić tym co na emigracji jeszcze nie byli, że zycie w Polsce wcale niekoniecznie jest aż takie złe, - w zasadzie miał być to jeden, jedyny post - a skończyło się na całej piętnastoodcinkowej serii!... - tak więc w związku z powyższym cofnę się do samych początków i będzie coś w rodzaju autobiografii przedemigracyjnej :).
Żeby wszystko miało ręce i nogi, zacząć muszę od absolutnych początków, albowiem nie byłoby mnie bez mych korzeni.
Poza tym już klika osób pytało o powód, a tu znajdziecie wyjaśnienie, co tak naprawdę skłoniło mnie aby osiąść na Podlasiu, dwieście metrów od granicy państwa...
Genealogię rodziny udało się ustalić wstecz aż do XII- XIV wieku; w międzyczasie unia polsko-litewska połączyła oba narody, dzięki unii krewskiej, za sprawą ślubu brata mego przodka.
Litwini przyjmowali chrzest w kościele katolickim i jedynie ów mój przodek stanął okoniem i pozostał przy prawosławiu.
W międzyczasie staliśmy się Polakami.
Ostatnim właścicielem ziemskim był Kacper, którego majątek został zarekwirowany za udział w Powstaniu Listopadowym, czyli wojnie polsko-rosyjskiej.
Całkowicie polska historia rodziny zaczyna się właściwie dopiero przed drugą wojną światową, bo chociaż pradziadek urodzony był w Augustowie, prababcia w Gomieli, poznali się w Petersburgu i wedle dokumentów byli Polakami, to mimo wszystko żyli daleko za Bugiem.
Wogole poznanie sie prababci i pradziadka to wręcz romantyczna historia, prababcia Jadwiga kiedys, nie wiem w jakich okolicznosciach, zauwazyla na drzwiach wizytowke-plakietke z nazwiskiem pradziadka. I pomimo iz go nie znala zupelnie, ogarnelo ja przeczucie, iz zostanie on jej mężem! (nawiasem mowiac, bardzo silna i niezawodna intuicja nadal dziala w rodzinie...)
W latach trzydziestych, nie powiem w tórym roku dokładnie, albowiem dokumenty leżą w szufladzie w Warszawie a ja notatek żadnych nie posiadam, prababcia, jako wdowa z trojgiem dzieci, przyjechała jako repatriantka do Białowieży.
Pradziadek był z wykształcenia prawnikiem i przez pewien czas piastował pozycję naczelnika sądu w Grodnie - do czasu nadejścia bolszewików, kiedy to zmuszony został osiąść wraz z rodziną w ostępach leśnych.
Z tych czasów pamiętam babcine opowiadania o wilkach podchodzących pod dom i o psie pradziadka, wyżle noszącym imię - nomen omen - Banita.
Rodzina przemieszczała się nader często, co ocenić można choćby po miejscach urodzenia dzieci: Alina Urszula w 1911 w Klincy (Клинцы) w brianskiej oblasti, babcia Aldona Zuzanna w 1915 w Nowozybkowie (Новозыбков) a ich brat Olgierd Henryk - w 1921 w osadzie Bor (Бор) koło Niznego Nowogrodu.
Pradziadek Mieczyslaw zginął w tragicznych okolicznościach, tonąc w Niemnie podczas ratowania syna. Grób nie istnieje, został przez bolszewikow wraz z całym polskim cmentarzem, zrównany z ziemią.
![]() |
prababcia Jadwiga |
![]() | ||
pradziadek Mieczysław |
![]() |
Mieczysław i Olgierd Henryk nad Niemnem |
Przyjechała więc prababcia z dziećmi do Białowieży, następnie był epizod poznański gdzie mieszkały już dwie jej siostry, samotne, bezdzietne kobiety, w mieszaniu zakupionym przez ich ojca.
Następnie rodzina przyjechała do Warszawy, by osiąść już na dobre, Alina Urszula studiowała biologię, Aldona Zuzanna - polonistykę, a Olgierd Henryk przygotowywał się do zawodu lekarza.
Nadeszła druga wojna światowa, w Powstaniu Warszawskim prababcia, ps. Hieronima, przemycała granaty owinięte w chusteczki, babcia i jej siostra (ps.Lala) były łączniczkami i sanitariuszami a Olgierd objął rolę lekarza.
Olgierd zmarl w listopadzie 1944 roku w Pruszkowie-Tworkach (pochowany na tamtejszym cmentarzu wojskowym); byl powstancem (w oddziale Kilińskiego), jego pseudonim w AK to Dr.Olgierd. Tu kilka wspomnien na Jego temat:
Akurat
miała przejść pod barykadą, rzucili granat jej przed nogami, zabili na
miejscu. Boże, jak myśmy rozpaczały… Przecież to była straszna
tragedia… Taka dzielna, energiczna dziewczyna, pełna inicjatywy,
koleżeńska. Zostaliśmy bez kierowniczki. Doktor Olgierd Skirgiełło
popatrzył na nas wszystkie, przyjrzał się. Byłam najstarsza między tymi
młodymi dziewczętami. On mówi: „Siostra Krystyna zostanie tutaj, będzie
się opiekowała izbą chorych, salą szpitalną i jeszcze, co będzie
potrzeba”. Powiedziałam: „Rozkaz”. I już. Dokładnie nie pamiętam, ale
chyba to było 11 sierpnia.
Myśmy mu okłady robili z oleju lnianego. Doktor Olgierd Skirgiełło
czuwał nad tym, co mógł, to robił. Chłopiec rano dostał gorączki. Doktor
mówi: „Trzeba go zanieść do szpitala maltańskiego”. [Poszliśmy]
Babcia Aldona Zuzanna rowniez uczestniczyla w Powstaniu;
a po wojnie byla jedną z pierwszych stewardess LOT-u:
![]() |
zdjęcie z czasów okupacji |
a po wojnie byla jedną z pierwszych stewardess LOT-u:
Z uwagi na częste w tamtym okresie rejsy z vip-ami,
w 1947 roku w PLL LOT zorganizowano Oddział Stewardes, a pierwszymi z
nich i organizatorkami oddziału były Zofia Glińska, Barbara Raczyńska,
Halina Zakrzewska i Aldona Skirgiełło.
![]() |
babcia Aldona Zuzanna |
Zmarla w Warszawie.
Alina Urszula, najstarsza z rodzeństwa, biolog, późniejszy profesor zwyczajny w dziedzinie mykologii na Uniwersytecie Warszawskim (pl.wikipedia.org/wiki/Alina_Skirgiełło). Brala udzial w Powstaniu pod pseudonimem Lala (www.1944.pl/historia/powstancze-biogramy/Alina_Skirgiello).
![]() |
Alina Urszula |
Jadwiga, Alina, Aldona i Olgierd zostali również wspomnieni w książce Macieja Kledzika "Królewska 16", opowiadającej o Powstaniu Warszawskim.
Dziadek ze strony mamy, Wacław, był podchorążym Wojska Polskiego, pilotem 217 Eskadry Bombowej podczas II Wojny Światowej; zestrzelony przez hitlerowcow, i osadzony w Oflagu. Po wojnie pilot linii lotniczych LOT.
Zmarł w 1997 roku w Zakopanem.
![]() |
Wacław |
Mama moja, Aldona, po ukończeniu anglistyki na Uniwersytecie Warszawskim kontynuuje tradycję rodzinną jako stewardessa, już dwudziesty siódmy rok!
![]() |
z Mamą z Zakopanem; obok nasz pies Remi |
I w powyższej rodzinie, pewnego lipcowego poranka, przyszła na świat Aldona numer 3... Urodziła się o 5 rano i tak jej zostało już na całe życie - poranny z niej ptaszek!
ciąg dalszy nastąpi...
oj ciekawe dzieje twojej rodziny, piękne stare zdjęcia...czekam z niecierpliwością na dalszy ciąg
ReplyDeleteleptir
Mój Dziadek ze strony mamy też służył w przedwojennym Wojsku Polskim, ale nie pamiętam w jakim stopniu. Rozbity pod Kutnem w trzydziestym dziewiątym , przeniesiony do obozu w Stalagu lub Oflagu... nie wiem.
ReplyDeleteA Babcia Anastazja, gimnazjalistka z Charkowa, złapana podczas łapanki na ulicach Charkowa i wywieziona w głąb Niemiec, na roboty. Tam poznali się z moim Dziadkiem i tam urodziła się moja Matka Dorota.
Piękna jest świadomość własnych korzeni, nieprawdaż? :)
DeleteJeżeli da się je odszukać.
DeleteJa prawie nie szukałam, drzewo było długo zanim się urodziłam...
DeleteCzy aby nie macie powiązań z Mickiewiczami???
ReplyDeletePrababcia Jadwiga jest ze zdjęcia bardzo podobna do Adama Mickiewicza.
Prababcia była z domu Aleksandrowicz i do tej gałęzi nie dokopaliśmy się jeszcze dokładnie, więc nie wiadomo... Z Mickiewiczem na pewno łączy nas jedno, wspomniał przodka w "Balladzie litewskiej" czyli "Trzech budrysach".
DeleteOoo, i to już jakiś "ślad!"
DeleteWarto by poszperać!
Wybiorę się na Białoruś i Litwę w którymś momencie, bo i tak miałam tam jechać i grzebać w archiwach.
DeleteOjeju, ale ciekawe! I te zdjęcia wspaniałe (wąsy pradziadka!) i tyle Historii w dziejach waszej rodziny.No i to nazwisko! Uwielbiam czytać takie opowieści, tak jak piszesz, to wspaniale znać swoje korzenie. U mnie aż tak daleko się nie dokopaliśmy, ale kuzyn robił badania genealogiczne i trochę się też znalazło, choć bez szczegółów. Ale od strony mamy to niestety wiem niewiele, a nie ma już kogo pytać...
ReplyDeleteNasze drzewo "szło" wraz z rodziną, tak więc od początku miałam świadomość pochodzenia, w czym miała znaczny udział moja babcia - ale o tym następnym razem.
Deletenic tylko pozazdrościć... tego, że aż tak dużo wiesz o praprzodkach...
ReplyDeleteja niestety doszłam tylko do pra-pra dziadka ale nic o nim nie wiem
U nas w rodzinie pamięć o przeszłych pokoleniach była zawsze bardzo pielęgnowana.
Deletetak piekne korzenie i tyle historii. cudowie, że to wszytsko odnalazłaś masz. i jacy piękni ludzie w Twojej rodzinie. np Pan Olgierd- chmmmm iez to kobiet musiało stracić dla niego głowę. Pięknie
ReplyDeleteMam wielu kuzynów na wschodzie, w Rosji, ich odnalazłam, po nazwisku, które jest rzadkie, było to całkiem proste w dobie internetu.
DeleteCo ciekawe, kuzynki są podobne do nas...
Cudne są te Aldony.Wszystkie uwielbiają "latać".Wspaniała Rodzina i oddana dla Ojczyzny.Mojego brata stryjecznego matka też była łączniczką w Powstaniu Warszawskim.Braciak ma Jej foto,z tamtych lat,śliczna dziewczyna uśmiechnięta,a na głowie burza loczków i biały berecik .Mówię mu,żeby dał to foto do muzeum PW,niech zobaczą potomni,jakie dziewczyny walczyły o Warszawę.
ReplyDeleteLubię jak się dba o swoje" korzenie".To zasługa naszych Mam i Babć,bo ciągle opowiadały i ta nić ciągnie się przez pokolenia,teraz ja opowiadam, moim dzieciom i wnukom.Chociaż kiedyś więcej bywało spotkań rodzinnych niż dzisiaj,bo wiadamo,takie czasy.Ale z drugiej strony jest internet i np.trafiłam tutaj i dowiedziałam się,że więcej jest Rodzin,które nie zapominają i znają swoje krzenie.
Pozdrawiam M.
Nie powinno się zapominać, ani o pochodzeniu pod względem genealogicznym, ani względem kraju, z którego się pochodzi. Ale chyba coraz mniej ludzi uważa, że jest to ważne...niestety.
DeletePozdrawiam
Pochodzenie zacne, przodkowie przystojni i zasłużeni, ale mnie i tak najbardziej spodobał się... pies Remi :-D
ReplyDeleteRemi też miał zacne pochodzenie, od matki autentycznej wilczycy czyli Canis lupus :-D
DeleteTeż mnie te wąsy urzekły - czym oni je usztywniali? Cukrem?
ReplyDeleteTo wcale nie jest częste, że babcia/rodzice/dziadkowie dbają tak o historię rodziny i jej świadomość w kolejnych pokoleniach. Moja Mama miała bardzo ciężkie życie i niechętnie wraca do przeszłości. To, co wiem o rodzinie, wiem od kuzynki, nie od Mamy.
Nie zastanawiałm się nad pielęgnacją wąsów ;-)
Deletebrylantyną usztywniali, a spali w specjalnych opaskach na wąsy :)))
DeleteKamphoro to wspaniałe, że tyle wiesz o korzeniach swojej rodziny. Ja zaczynam dopiero się do tego dogrzebywać bowiem jakoś w rodzinie nie było tradycji pielęgnowania takich historii i wiele już niestety poszło z przodkami do krainy wieczności.
ReplyDeleteW każdym razie muszę powiedzieć, że wszyscy Twoi przodkowie mają piękne rysy twarzy, szlachetne takie i przystojne. To tłumaczy Twoją urodę. No... no wiemy o Tobie coraz więcej i ... chcemy więcej. :-) pozdrowienia
Ja miałam pochodzenie wręcz tłuczone do głowy, żebym czasem nie zapomniała... ale o tym później ;-)
DeleteFajnie, że tyle wiesz o swoim pochodzeniu i przodkach :)
ReplyDeleteWąsy Twojego pradziadka są imponujące, pewnie sporo czasu musiał poświęcić pielęgnacji tej ozdoby ;) Razem z prababcią tworzyli ciekawą parę, z pewnością :) Tak po zdjęciach widać ;))
U nas też była suka o imieniu Wierna,pochodziła od prawdziwego wilka.To było jeszcze przed wojną,wiem o niej od rodziny.Zawsze ją wspominali mimo,że upłynęło tyle lat i nawet jej na oczy nie widziałam ale tak jakbym ją widziała. Była mądra i naprawdę wierna,nieprzekupna i śliczna.Podczas okupacji ,Niemiec przyszedł do dziadka do warsztatu i chciał ją kupić.Ale dziadek za żadne pieniądze jej by nie sprzedał,więc ją ukryli.
ReplyDeleteWracając do prababci i pradziadka( i innych z rodziny) to można powiedzieć,że tak wygląda inteligencja.Widać to po twarzach a nawet po sposobie postawy.
Czy jesteś jedynaczką? nie masz rodzeństwa?
Jeszcze raz pozdr.M
Rodzina która została po "tamtej" stronie, ma zaskakująco podobny wygląd, i również wszyscy kuzyni są po studiach i w większości pracują naukowo.
DeleteDużo mieliśmy w rodzinie malarzy i naukowców, chyba więcej niż innych zawodów.
Mam młodszą siostrę.
Z takich życiorysów powinno się czerpać.
ReplyDeleteDobrze,że jest Was dwie.
Przepr,.że jestem taki "anonimus"ale nie prowadzę żadnego bloga,tylko tak "wędruję" i co mnie zaciekawi to zostaję i wracam.