Saturday, 15 February 2020

Domorośli "znawcy" kóz

W Polsce istnieje ciekawe zjawisko pseudo specjalisty, który wyggoglał coś tam na Internecie i jest święcie przekonany, że ma absolutną rację a jego wiedza jest niepodważalna.

Innym ciekawym zjawiskiem są osobniki, wciskające innym osobom totalne bzdury.

Oba te przypadki funkcjonują w najlepsze w środowisku krajowych "trzymaczy" (ang. holders) kóz, albowiem hodowcami ich nazwać nie można.

Studium przypadku pierwszego. Dzwoni do mnie potencjalny (teoretyczny!) klient, dowiedzieć się o kozła, który jest aktualnie wystawiony do sprzedaży. Kozioł oczywiście rasowy British Toggenburg z papierami, albowiem innych kóz nie utrzymuję.

Kozioł jest rogaty więc od razu pytanie, a właściwie stwierdzenie, że kozy tej rasy są...bezrożne. Jakie bezrożne? Od kiedy? Pan twierdzi ze czytał opis rasy. Ciekawe gdzie, albowiem żaden rzetelny opis nie poda, ze British Toggenburg to rasa bezrożna, tym bardziej ze w Polsce nie była wogóle znana zanim ja nie sprowadziłam swojego stada w 2014 roku.

Tłumaczę panu, że nie ma kóz stricte bezrożnych, zarówno samce i samice są dekornizowane, a jeśli już rodzą się takie bezrożne osobniki to kozioł NIGDY nie powinien być dopuszczony do rozrodu ponieważ potomstwo może być bezpłodne...
Pytania następne, a ile ma wzrostu, a ile waży - panie, ja na wagę nie stawiam, nawet Anglicy tego nie robią, przecież to nie rasa mięsna...oczywiście o mleczność linii męskiej i żeńskiej pytania nie padły, wystarczy chyba to w ogłoszeniu, że matka w szczycie laktacji dawała niemal 7 litrów dziennie...jakoś dalsza genetyka się nie liczy?...

Dziwne, wszyscy się ustawiali w kolejce kilka lat temu a teraz jakoś cisza, mimo że kozioł wyceniony znacznie poniżej ceny brytyjskiej.

Notabene jesienią zeszłego roku sprowadziłam dwa kozły z Anglii i kosztowało mnie to niemal 14 tys zł.


Studium drugie, czyli wciskacze kitu. Najciekawszy przypadek wciskacza znam z relacji pana, który przyjechał do mnie w celu zakupu pogłowia.

Otóż oddałam kiedyś znajomemu kilka sztuk, wyeliminowanych z dalszej hodowli. Szkoda było przerabiać na kotlety, tak więc w niedalekiej okolice trafiły:
- koza, która w drugiej laktacji dawała zaledwie litr mleka dziennie i której nie wykształciło się wymię;
- koziołek od tej kozy;
- kózka, skarłowaciała półsiostra koziołka z poprzedniego roku.

Znajomy zdaje się że skojarzył rodzeństwo i z tego połączenia uzyskał bodajże dwa koziołki, które zakupiła jakaś pani. Pani owa teraz chwali się podobno na forum kozolin i gdzie popadnie, że kozy po tych koziolkach dają po 10 litrów mleka a wymiona ciągną się po ziemi.

Ech, ci bajkopisarze! Rekordzistka rasy British Toggenburg, Murongovar Jeeniva, w Australii dała 9 KILOGRAMÓW mleka co nijak nie przekłada się na taką samą lub wyższą ilość mleka...to jest jakieś niespełna 8 litrów, przy czym mleko musi być naprawdę tłuste.
Jakoś tego nie widzę odnośnie krzyżówek po osobnikach wyeliminowanych z hodowli...


Jeszcze jedna pani "od kóz" chwali się ze jest moją koleżanką i że powyższy znajomy nas poznał. Ciekawe ze ja nic o tym nie wiem?...


Osobom które nie zetknęły się z moją sylwetką wyjaśniam, iż stado rasy British Toggenburg sprowadzilam w 2014 roku z Wielkiej Brytanii do Polski. Nie wprowadzam obcych kóz do stada i nie oferuję stanowek, w związku z czym stado pozostaje wolne od wszelkich chorób, w tym CAE.

No comments:

Post a comment

Note: only a member of this blog may post a comment.